sobota, 21 grudnia 2013

Pierwszy dzień, pierwsze decyzje

           Harry'ego obudziły go promienie słoneczne, wlewające się strumieniami przez okna w dormitorium. Pospiesznie wstał z łóżka i poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic. Po czym nałożył na siebie strój szkolny, którego nie cierpiał i zszedł do pokoju wspólnego. Zastał tam Ginny w obecności Hermiony. Poczekał aż skończą plotkować i cała trójka udała się na śniadanie do Wielkiej Sali. Szli korytarzem witając się z mijającymi ich uczniami. Kiedy przekroczyli próg Wielkiej Sali przystanęli chwile zszokowani. Na środku sali stał ogromny stół. Jeden stół. Nie licząc tego przy, którym siedzieli nauczyciele.  Nikt nie pomyślał, że teraz będą musieli siedzieć przy jednym stole. Wczoraj tak nie było. Co prawda kilkadziesiąt uczniów nie wróciło by dalej się uczyć, ale czy to jest powód do łączenia czterech domów ? To chyba skończy się źle. Zwłaszcza ze Ślizgonami. Wszyscy na widok tego jednego stołu zatrzymali się w progu. McGonagall widząc to zaskocznie wśród uczniów powstała.
 - Ależ proszę siadać. – wskazała na stół pośrodku Sali. – Dzisiaj jest Dzień Życzliwości.
Harry, Ginny i Hermiona jako pierwszi niepewnie ruszyli, przed siebie i zajęli miejsca. Pozostali zrobili to samo. Na nieszczęście Hermiony naprzeciw niej usiadł Malfoy. Wybraniec rozśmieszał Rudą, więc nie chciała im przeszkadzać. Smarowała tosta dżemem, gdy coś ugodziło ją w czoło. Podniosła wzrok Draco patrzył się na nią z ohydnym uśmieszkiem. Nie zwracając na niego uwagi zabrała się do jedzenia. Znów coś ją uderzyło tym razem w policzek, a następny zaplątał się w jej włosy. Blondyn zanosił się cichym śmiechem. Szybko wyplątała z włosów to czym w nią rzucił, następnie przyjrzała mu się. Był to fistaszek. Och, to przecież tylko jeden dzień, dasz radę!, uspokoiła się w myślach. Ale nie wytrzymała, kiedy Ślizgon ponownie rzucił fistaszkiem, tym razem wpadając jej pod koszulę. Usłyszała śmiech także Blaise’a i Parkinson. Orzeszkiem, który trzymała w ręce rzuciła w stronę Malfoya. Chłopak akurat otwierał  przeraźliwie usta, popisując się, kiedy fistaszek wpadł mu do gardła. Zaczął się krztusić. Wszyscy popatrzyli się na niego, teraz to Hermiona zanosiła się śmiechem. Od stołu nauczycielskiego odeszła pani Pomfrey i podbiegła do ksztuszącego się Dracona. Wyprowadziła go z Wielkiej Sali w obecności Pansy i kilku innych Ślizgonek. Ginny widząc, że przyjaciółka dławi się śmiechem pyta o co chodzi. Granger opowiedziała jej jak się obrzucali orzeszkami. W końcu i ona zachichotała. Po zjedzonym  śniadaniu Harry wraz z Hermioną i Weasley  powędrowali na pierwszą lekcję, eliksiry.
    Dzisiaj uczyli się ważyć eliksir leczący rany. Musieli się przy tym bardzo skupić, gdyż odrobina kropli za dużo, i cały kociołek mógłby wybuchnąć. Dobrali się w pary i tylko Hermiona została sama. Nie przeszkadzało jej to, tak w ogóle to lepiej jej się pracowało samej. Harry’emu i Ginny nie wychodziło za bardzo, gdyż prze całej pracy śmiali się i wygłupiali. Kiedy Slughorn oznajmił koniec lekcji, zgodnie z poleceniem, przelali swoje uważone eliksiry do flakoników.  Trójka przyjaciół wyszła z Sali, udając się na transmutację.  Hermiona usiadła w trzeciej ławce, sama, a Wybraniec z Weasley zajęli miejsce za nią, chcieli choć trochę nawiązać z nią rozmowę. Dziewczyna odpowiadała tylko półzdaniami. Nagle zza kotary wyszła profesor McGonagall, uciszając resztę klasy. Dzisiejszą lekcję poświęcili na czytaniu informacji zawartych w podręczniku, o skupieniu się podczas przemieniania człowieka w różne przedmioty. 
 - Malfoy widzę, że świetnie się bawisz. - wybuchła w pewnym momencie McGonagall. - Przeczytałeś już ? To powiedz jakie są najważniejsze podstawy przy zmienianiu drugiej osoby w stolik ? 
Draco milczał, a ręka Hermiony wystrzeliła ku górze. 
 - Od następnej lekcji będzie pan siedział z panną Granger. - tu popatrzyła się na nią.
Hermiona zamarła. Opuściła rękę, wpatrując się z szokiem w przestrzeń.
 - Chociaż nie... to  by była zbyt prosta kara, jak na ciebie. - odwórciła się do blondyna. - Na moich lekcjach i na lekcjach obrony przed czarną magią, będziesz siedział z Hermioną.
 - Pani profesor ja... - brązowowłosa już chciała się sprzeciwić, ale McGonagall uciszyła ją wymachując ręką.
        Na koniec lekcji  dostali tylko krótkie zadanie domowe polegające na opisaniu przemiany człowieka w zegarek. Reszta dnia  zapowiedała się naprawdę fajnie. No cóż tego nie mogła powiedzieć Hermiona, która na transmutacji oraz OPCM musiała siedzieć z Malfoy’em. Obiad nareszcie, krzyknął w duchu Harry.
 - Och, no dlaczego ze mną musi siedzieć ?! Przecież były też inne miejsca wolne. Skąd w ogóle pomysł by na obronie przed czarną magią siedział ze mną ?! – wrzasnęła Hermiona, siadając przy stole w Wielkiej Sali.
 - No wiesz może…- żaden argument nie przychodził Ginny do głowy. – Eee…
 - Jakoś przeżyję. – oparła sucho, po czym nałożyła sobie wielki kawał zapiekanki z mięsem.
 - Siądź w tej samej ławce co na transmutacji a my za tobą. – powiedział Harry, gdy już szli pod salę OPCM. 
Hermiona pokiwała głową i weszła za przyjaciółmi do klasy. Usiadła w wyznaczonym, przez Wybrańca miejscu, po czym wypakowała książki. O dziwo, Malfoy nie posłuchał się McGonagall i usiadł z Rebeccą.  Granger wytrzeszczyła na nich oczy.
 - Malfoy i Rebecca ? – szepnęła do Ginny.
 - Najwidoczniej.
 - Witam was moi kochani. – rozległ się czyjś bardzo ciepły głos.
Zza drzwi wyszła wysoka kobieta o mlecznej cerze i przecudownym uśmiechu. Nie była taka stara ani też zupełnie młoda. Przyglądając jej się tak, Harry dałby jej co najmniej 35 lat. Czarne włosy opadały jej falami na ramiona, parę chłopaków westchnęło na jej widok. Ale największą uwagę przyciągały jej oczy, koloru pomarańczy. Zrobiła parę kroków po klasie, pozwalając by jej szaro-brązowa suknia lekko falowała.
 - Mam przyjemność uczyć was obrony przed czarną magią. Za pewne znajdują się wśród tych uczniów osoby, którym zależy na dostaniu najlepszego stopnia z tego przedmiotu na egzaminach. Tak więc, może na początek wszyscy się przedstawimy ? Ja jestem profesor Violet Hulse. – i wskazała na parę w pierwszej ławce, by się przedstawili.
Patrzyła uważnie na każdego, przy Harry’m najdłużej zatrzymała wzrok, kiedy usłyszała „Draco Malfoy”, skierowała na niego swoje wielkie pomarańczowe oczy.
 - Z tego co wiem od profesor McGonagall miałeś siedzieć z panną Granger. To tutaj tak ? – odwróciła się w stronę Hermiony, która pokiwała nerwowo głową. – Panie Malfoy zapraszam do trzeciej ławki.
Draco podniósł się niechętnie, jednym ruchem zgarnął książki i usiadł obok brązowowłosej.
 - Tak lepiej… No dobrze szkoda czasu. Zacznijmy lekcję. – podeszła do tablicy i napisała temat.
„ Zaklęcie Patronusa” 
Harry uśmiechnął się szeroko na wspomnienie o potajemnych lekcjach zaklęć w Pokoju Życzeń.

 Na szczęście profesor Hulse nie zadała im zadania domowego. Została im jeszcze tylko jedna lekcja, gdzie tym razem musieli się rozdzielić. Hermiona udała się na numerologię, a Harry wraz z Ginny na zaklęcia. 
Na tej lekcji mogli swobodnie pogadać, bo jak to zwykle na zaklęciach panował chaos. Każdy miał przed sobą żabę i trzeba było ją zmusić różnymi zaklęciami, by coś robiła. (powtórka z wcześniejszych lat)
Nieoczekiwanie na ławkę przed Harry'm spadł skrawek pergaminu, na którym było napisane : 
  Harry

Nie chcę robić kłopotu, ale czy mógłbyś pouczyć mnie z OPCM i transmutacji ?
To głównie przez niskie oceny na koniec roku nie przeszłam.
Spotkajmy się przed Pokojem  Życzeń.


                                                                                                                                   Cho
                                                                       ~~~~~~~~~~
Witajcie po krótkiej przerwie :) Rozdział na szybko napisany i nie sprawdzany. 
Miłego czytania i wybaczcie że bez zdjecia. 

~Katniss

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz