Tak więc mam nadzieję że będziecie śledzić moją opowieść. :)
Myślę że wam się spodoba :** Miłego czytania ~Katniss
Za oknami
pociągu, widać już było na bardzo, ale to bardzo wysokim wzgórzu, Szkołę Magii
i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Na samą myśl o powrocie tam przyprawiało ich o
dreszcze i przypominało tak wiele pięknych chwil spędzonych przy kominku w
pokoju wspólnym. Łzy cisnęły się do oczy niczym grom, że to już ostatni rok.
Zwłaszcza dla Harry’ego, Hermiony, i Ginny, która była również w ostatniej
klasie.
Tak,
wrócili, by kontynuować naukę po tym jak uchronili Hogwart przed Voldemortem i
śmierciożercami. Jakże smutno im było wracać bez Rona, który musiał pomóc
swojemu bratu George’owi w prowadzeniu sklepu, gdy odszedł Fred. Wrócili, aby przejść się tymi samymi
korytarzami, zobaczyć te same roześmiane twarze (oczywiście tych, którzy
chcieli dalej uczyć się), narazić się staremu woźnemu, usiąść w ławce w jednej
z klas. Rozmarzali długo o Hogwarcie, gdy nagle ktoś im przerwał i narobił
hałasu w przedziale, w którym siedzieli.
- Witam, kochanych
przyjaciół – rozległ się jadowity głos.
Malfoy. Stanął w drzwiach z Blaisem Zabinim i Pansy
Parkinson.
- Czego ? – spytał
niechętnie Harry, rzucając znudzony spojrzenie.
- Chciałem się
przywitać. Jak to dobrze, że znów będziemy w komplecie… zaraz, zaraz… Gdzie Ron
Weasley ? - zaśmiał się fałszywie, a Pansy zachichotała pod nosem.
- To ostatni rok i
nie mam zamiaru się kłócić, Malfoy. To co zgoda ?
- A niby czemu
miałbym kumplować się z mieszańcami, zdrajcami i …SZLAMAMI ?! – ostatnie słowo
specjalnie zaakcentował.
Cała trójka Ślizgonów wybuchła fałszywym śmiechem. Hermiona nie wytrzymała, zacisnęła palce wokół swojej różdżki i gwałtownie wstała.
Cała trójka Ślizgonów wybuchła fałszywym śmiechem. Hermiona nie wytrzymała, zacisnęła palce wokół swojej różdżki i gwałtownie wstała.
- Nie mam zamiaru
dłużej tego tolerować.
- O nieee, Granger
nic mi nie rób błagam. – powiedział teatralnie Malfoy, udając, że zakrywa sobie
twarz dłońmi.
- Zabieraj swój
arystokracki tyłek i wynoś się z tąd! – wrzasnęła Hermiona.
- A co jeśli nie ?
– zapytała za niego Pansy.
- Malfoy wynocha ! – krzyknął Harry.
- Dobra
idziemy. W całym wagonie jedzie tym
szlamem. – syknął i wraz z Bleisem, i Parkinson wyszli z przedziału.
- Miona, nie
przejmuj się. – zabrała głos Ginny.
- Nie przejmuję
się. – mruknęła i rozsiadła się wygodnie na siedzeniu.
Tak naprawdę w głębi duszy, cholernie przejmowała się tym
co o niej ten kretyn mówił, choć za wszelką cenę chciała to ukryć.
- Wiecie, co ?
Chyba pójdę posprawdzać przedziały. – uśmiechnął się do dziewczyn, zostawiając
je same w przedziale.
W końcu zastąpił Rona i to on został prefektem NACZELNYM!
Sam nie mógł w to uwierzyć. Gdy Harry wyszedł zaczęły plotkować o tym co się
stało. Hermiona tak obgadała Malfoya, aż jej się zrobiło lekko na duszy.
Harry chodził to
od wagonu do wagonu, sprawdzając kto postanowił kontynuować naukę.
Właśnie miał wchodzić do przedziału rozchichotanych Puchonek,
gdy rozległ się jakiś bardzo rozmarzony głos tuż za jego plecami.
- Wiedziałam że
wrócisz. – była to Luna, przemiła Krukonka, lecz czasami troszku dziwna.
- Luna. - Zielonooki przytulił ją do siebie.
- Jak to dobrze
widzieć choć jedną znajomą twarz. – onajmiła blondynka, gdy już odsunęli się od
siebie. – Byłam zdziwiona, że tak mało jest osób z naszego rocznika.
- Też się cieszę,
że cię widzę. – rozpromienił się. – Jesteś na ostatnim roku ?
- Tak, ale
wybaczysz. Muszę już iść, bo mam do rozdania Żonglera. – wyjęła z głębokiej
torby egzemplarz Żonglera.
Harry tylko skinął głową i już jej nie było. Wchodził to
kolejno do przedziałów witając się z każdym. Nagle wpadł na kogoś na korytarzu.
To była Cho Chang. Dziwne, co ona tu robiła ?
- O, cześć Harry.
– przywitała go, rumieniąc się.
- Hej, Cho.
- Może dosiądziesz
się do naszego przedziału ? – spytała po niezręcznej minucie milczenia.
- Przperaszam, ale
muszę wracać do Hermiony i Ginny. – odpowiedział, przpraszająco.
Na dźwięk imienia Rudej, w oczch Cho zatańczyły
złowieszcze iskierki.
- Cóż, no to do zobaczenia. – powiedziała
chłodno i zniknęła za drzwiami pomieszczenia, gdzie siedziała grupka Krukonów ,
nie czekając aż on coś powie.
Chłopak wrócił w milczeniu do swojego przedziału. Opadł
na siedzenie obok Ginny, która popatrzyła na niego z przecudownym uśmiechem,
jego ulubionym. Hermiona wyłoniła głowę
znad jakiejś książki i zabrała głos :
- No to kto jest ?
- Luna, Padma,
Katie Bell jest Neville, Dean, Seamus, Cho, Ernie… - nagle przerwał mu
rozjuszony głos Ginny.
- Cho ?!
- No dziwne nie?
W dziewczynie
dygotało złością, zaczerwieniła się aż po cebulki włosów. Po czym wybuchła
jeszcze głośniej.
- Wróciła! No
super ! Jeszcze zacznie cię PODRYWAĆ, Harry ! – i nie dając mu dojść do słowa,
ciągnęła dalej – Ja ją znam, już jej pokaże! Robiła ci nadzieje, ale nie chcąc
zdradzić nieżyjącego Cedrika! Chora psychicznie !
- Skarbie spokojnie. – uciszył ją zielonooki, trzymając
za nadgarstki, którymi niebezpiecznie wymachiwała.
Hermiona szybko się wycofała, wiedząc, że muszą sobie
wszystko wyjaśnić na osobności. Spojrzała porozumiewawczo w stronę chłopaka i
wyszła. Ruda siedziała cicho z naburmuszoną miną.
- Jesteś
zazdrosna. – chciał się z nią podroczyć.
- Wcale, że nie.
Po prostu uważ…
Nie dokończyła, gdyż Harry zamknął jej usta pocałunkiem.
Poczuła jak po plecach przechodzi ją dreszcz. Całowali się długo, dopiero gdy usłyszeli
głośnie :
- YKHM, YKHM…
Hermiona stanęła w drzwiach.
- Pora wysiadać. –
oznajmiła.
Ci nawet nie zauważyli jak pociąg przystanął na stacji
Hogsmade. Wstali, pośpiesznie wyładowali walizki i zanim się obejrzeli,
siedzieli już w powozie jadącym pod zamek. Siedzieli razem z Luną i Nevillem,
śmiejąc w najlepsze. W końcu dojechali do ogromnych drewnianych drzwi. Cała
piątka wyskoczyła z wozu i skierowali się ku Wielkiej Sali. Sala była ozdobiona
herbami domów nad każdym z czterech stołów, same one były ozdobione wysokimi
świecami, palącymi się niebieskim płomykiem. Sufit jak to zwykle był
zaczarowany tysiącami gwiazd oraz ogromnym księżycem. Harry, Hermiona, Ginny i
Neville usiedli przy stole Gryffindoru, serdecznie powitani przez resztę, a Luna
zajęła miejsce koło Krukonów. Gdy już wszyscy się zebrali McGonnagall jako
dyrektor Hogwartu, wstała i wygłosiła jakże krótką, ale zarazem interesującą
przemowę i przywołała do siebie przerażonych pierwszoroczniaków. Po odśpiewaniu
hymnu szkoły i przydzieleniu do domów przed starą
Tiarę Przydziału, nareszcie zaczęła się uczta. Na każdym stole pojawiły się
ogromne talerze z przeróżnymi potrawami: budyń wiśniowo-szpinakowy, galaretka
morelowo- dyniowa, pieczone ziemniaki, zapiekanki z mięsem, oraz wiele, wiele
innych. Harry był tak głodny że pochłonął trzy kawałki kurczaka, galaretkę
egzotyczną i karmelową do tego udało mu się wsunąć pieczone ziemniaczki, a na
koniec tort truskawkowo- dyniowy. Po jakże ciężkiej uczcie padł na łóżko w
swoim dormitorium dzielonym z Nevillem, Deanem i Seamusem. Dziwnie było bez Rona, a ten rok
będzie najnudniejszym rokiem w Hogwarcie. Przebrał się w zwykłą koszulkę,
nałożył jeansy, adidasy i pognał do pokoju Hermiony, i Ginny. Idąc po schodach
prowadzących do dormitoriów dziewczyn, obawiał się czy i na niego nie naskoczą
tak jak było z Ronem na piątym roku. Był już prawie na miejscu, gdy nagle zza
drzwi wyłoniła się burza brązowych loków.
- Nieładnie
podglądać dziewczyny. – zaśmiała się Hermiona.
Harry o mało co nie dostał zawału, tak go wystraszyła.
- Nudzi mi się.
Pomyślałem, że wpa…
- Jasne, wchodź. –
przerwała mu i zaprosiła do środka.
Wybraniec wszedł do dormitorium przyjaciółki i rozejrzał
się. Nigdy nie był w sypialni dziewczyn, więc zdziwił się, że ich pokój jest
dwa razy większy, choć stało tam trzy łóżka. Ginny rozzłoszczona stała przy
szafie i mamrotała coś : Jak mam pomieścić swoje ubrania, w takich kiszkach.
Od razu rozpromieniła się, gdy ujrzała swojego chłopaka.
- Hermiono?
Zrobisz mi miejsca w twojej komodzie ?- zapytała
- Przecież masz
całą szafe z półkami. – powiedziała z wyrzutem.
Harry podszedł do rudej i ją delikatnie pocałował w usta.
- Nie ma problemu,
żebyś zostawiła parę ubrań w moim prywatnym dormitorium.– szepnął do ucha.
Szybko się od niej odsunął, wiedząc że Hermionie na pewno
robi się bardzo przykro. Ten rok musi przecierpieć bez Rona, na pewno będzie
ciężko, bo związki na odległość są trudne. Przysiadł na łóżku nienagannie
pościelonym, zapewne Granger.
- Macie
współlokatorkę ? – zerknął na trzecie łóżko, nieco w kącie.
Dziewczyny popatrzyły na siebie z niechęcią po czym Ginny
odpowiedziała.
- Tak. Nie wiem
czy kojarzysz, to niejaka Rebeca Scott.
Harry błądził myślami, lecz żadnej Gryfonki o takim
nazwisku nie spotkał. Spojrzał pytająco w stronę Hermiony.
- Ona zawsze
przebywała w towarzystwie Ślizgonek.
- Ślizgonek ? – zdziwił
się.
- W Slytherinie ma
brata. Dziwne, że rozdzielają rodzeństwa. – oparła brązowooka
- No ale ci
Ślizgoni… Nie przepadają za Gryfonami...
- Oni mnie lubią.
– przerwał jemu czyjś przesadnie słodki głos, od razu skojarzyła mu się
Ubridge.
Zaśmiał się w myśli.
W drzwiach łazienki stała blondynka, zapewne Rebecca.
Była średniego wzrostu, z tego można by było wywnioskować, gdyby nie wysokie
szpile, które założyła. Miała na sobie czerwoną, obcisłą sukienkę na
ramiączkach. Ale co najbardziej rzucało się w oczy, to bardzo mocny odcień
szminki na jej ustach i na powiekach gruba, czarna kreska. Spojrzała na
Harry’ego, źrenice jej się powiększyły i w pośpiechu poprawiła blond loki.
Uśmiechnęła się słodko, aż za przesadnie.
- Och…
niewiedziałam, że tu jest chłopak…-
żaświergotała, udając speszoną. – Ale chwila… Kto go tu wpuścił.
Ginny i Hermiona zignorowały ją.
- Ale w sumie mi
to nie przeszkadza. – zaśmiała się sztucznie. – Za pewne zdziwiłeś się czemu
mnie lubią w Slytherinie. Odpowiedź jest taka, tylko przez moją nieuwagę
dostałam się do Gryffindoru.
Harry uniosł brwi, nie był zainteresowany trajkotaniem
blondynki.
- Ale dobrze, że
mój brat tam trafił – kontynuowała – bo nie zniosłabym towarzystwa Gryfonów.
Żałuje tego, ale całe szczęście mój brat ma prywatne dormitorium i pozwala mi
czasami u siebie przenocować. No ale tylko czasami, szkoda bo tak naprawdę
wniosłabym się tam na cały rok. – westchnęła.
- Aha. – rzekł
krótko Wybraniec.
Wróciła do łazienki w podskokach i zatrzasnęła z hukiem
drzwi.
- Ale tapeciara. –
mruknął.
- Chyba jej się
spodobałeś. – burknęła Ginny, wypakowując z kufra bluzki.
Harry tylko parsknął śmiechem.
Kiedy blondynka
w końcu opuściła dormitorium, atmosfera się rozluźniła. Hermiona opadła na
fotel, a ruda przestała mamrotać, że Rebecca to świnia, i żeby nie próbowała
się do Harry’ego zbliżać, bo jej wyrwie te nalakierowane kudły. Rozmawiali o
wszystkim i o niczym. Brązowowłosa prawie w ogóle nie zabierał głosu,
spoglądała na książki w swoim kufrze jeszcze nie wypakowane. Gdy zegar ścienny
wybił północ, Wybraniec pożegnał się z dziewczynami i wrócił do swojego
dormitorium. Dean, Neville i Seamus już spali. Ściągnął buty, jeansy i padł na
łóżko, wyczerpany tym dniem.
