poniedziałek, 25 listopada 2013

Powrót

Cześć, to jest mój pierwszy rozdział (na nowym blogu)
Tak więc mam nadzieję że będziecie śledzić moją opowieść. :)
Myślę że wam się spodoba :** Miłego czytania ~Katniss

 


     
         Za oknami pociągu, widać już było na bardzo, ale to bardzo wysokim wzgórzu, Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Na samą myśl o powrocie tam przyprawiało ich o dreszcze i przypominało tak wiele pięknych chwil spędzonych przy kominku w pokoju wspólnym. Łzy cisnęły się do oczy niczym grom, że to już ostatni rok. Zwłaszcza dla Harry’ego, Hermiony, i Ginny, która była również w ostatniej klasie.
        Tak, wrócili, by kontynuować naukę po tym jak uchronili Hogwart przed Voldemortem i śmierciożercami. Jakże smutno im było wracać bez Rona, który musiał pomóc swojemu bratu George’owi w prowadzeniu sklepu, gdy odszedł Fred.  Wrócili, aby przejść się tymi samymi korytarzami, zobaczyć te same roześmiane twarze (oczywiście tych, którzy chcieli dalej uczyć się), narazić się staremu woźnemu, usiąść w ławce w jednej z klas. Rozmarzali długo o Hogwarcie, gdy nagle ktoś im przerwał i narobił hałasu w przedziale, w którym siedzieli.
 - Witam, kochanych przyjaciół – rozległ się jadowity głos.
Malfoy. Stanął w drzwiach z Blaisem Zabinim i Pansy Parkinson.
 - Czego ? – spytał niechętnie Harry, rzucając znudzony spojrzenie.
 - Chciałem się przywitać. Jak to dobrze, że znów będziemy w komplecie… zaraz, zaraz… Gdzie Ron Weasley ? - zaśmiał się fałszywie, a Pansy zachichotała pod nosem.
 - To ostatni rok i nie mam zamiaru się kłócić, Malfoy. To co zgoda ?
 - A niby czemu miałbym kumplować się z mieszańcami, zdrajcami i …SZLAMAMI ?! – ostatnie słowo specjalnie zaakcentował.
Cała trójka Ślizgonów wybuchła fałszywym śmiechem.  Hermiona nie wytrzymała, zacisnęła palce wokół swojej różdżki i gwałtownie wstała.
 - Nie mam zamiaru dłużej tego tolerować.
 - O nieee, Granger nic mi nie rób błagam. – powiedział teatralnie Malfoy, udając, że zakrywa sobie twarz dłońmi.
 - Zabieraj swój arystokracki tyłek i wynoś się z tąd! – wrzasnęła Hermiona.
 - A co jeśli nie ? – zapytała za niego Pansy.
 -  Malfoy wynocha ! – krzyknął  Harry.
 - Dobra idziemy. W całym wagonie jedzie tym szlamem. – syknął i wraz z Bleisem, i Parkinson wyszli z przedziału.
 - Miona, nie przejmuj się. – zabrała głos Ginny.
 - Nie przejmuję się. – mruknęła i rozsiadła się wygodnie na siedzeniu.
Tak naprawdę w głębi duszy, cholernie przejmowała się tym co o niej ten kretyn mówił, choć za wszelką cenę chciała to ukryć. 
 - Wiecie, co ? Chyba pójdę posprawdzać przedziały. – uśmiechnął się do dziewczyn, zostawiając je same w przedziale.
W końcu zastąpił Rona i to on został prefektem NACZELNYM! Sam nie mógł w to uwierzyć. Gdy Harry wyszedł zaczęły plotkować o tym co się stało. Hermiona tak obgadała Malfoya, aż jej się zrobiło lekko na duszy.
   Harry chodził to od wagonu do wagonu, sprawdzając kto postanowił kontynuować naukę.
Właśnie miał wchodzić do przedziału rozchichotanych Puchonek, gdy rozległ się jakiś bardzo rozmarzony głos tuż za jego plecami.
 - Wiedziałam że wrócisz. – była to Luna, przemiła Krukonka, lecz czasami troszku dziwna.
 - Luna. -  Zielonooki przytulił ją do siebie.
 - Jak to dobrze widzieć choć jedną znajomą twarz. – onajmiła blondynka, gdy już odsunęli się od siebie. – Byłam zdziwiona, że tak mało jest osób z naszego rocznika.
 - Też się cieszę, że cię widzę. – rozpromienił  się.  – Jesteś na ostatnim roku ?
 - Tak, ale wybaczysz. Muszę już iść, bo mam do rozdania Żonglera. – wyjęła z głębokiej torby egzemplarz Żonglera.
Harry tylko skinął głową i już jej nie było. Wchodził to kolejno do przedziałów witając się z każdym. Nagle wpadł na kogoś na korytarzu. To była Cho Chang. Dziwne, co ona tu robiła ?
 - O, cześć Harry. – przywitała go, rumieniąc się.
 - Hej, Cho.
 - Może dosiądziesz się do naszego przedziału ? – spytała po niezręcznej minucie milczenia.
 - Przperaszam, ale muszę wracać do Hermiony i Ginny. – odpowiedział, przpraszająco.
Na dźwięk imienia Rudej, w oczch Cho zatańczyły złowieszcze iskierki.
  - Cóż, no to do zobaczenia. – powiedziała chłodno i zniknęła za drzwiami pomieszczenia, gdzie siedziała grupka Krukonów , nie czekając aż on coś powie.
Chłopak wrócił w milczeniu do swojego przedziału. Opadł na siedzenie obok Ginny, która popatrzyła na niego z przecudownym uśmiechem, jego ulubionym.  Hermiona wyłoniła głowę znad jakiejś książki i zabrała głos :
 - No to kto jest ?
 - Luna, Padma, Katie Bell jest Neville, Dean, Seamus, Cho, Ernie… - nagle przerwał mu rozjuszony głos Ginny.
 - Cho ?!
 - No dziwne nie?
 W dziewczynie dygotało złością, zaczerwieniła się aż po cebulki włosów. Po czym wybuchła jeszcze głośniej.
 - Wróciła! No super ! Jeszcze zacznie cię PODRYWAĆ, Harry ! – i nie dając mu dojść do słowa, ciągnęła dalej – Ja ją znam, już jej pokaże! Robiła ci nadzieje, ale nie chcąc zdradzić nieżyjącego Cedrika! Chora psychicznie !
- Skarbie spokojnie. – uciszył ją zielonooki, trzymając za nadgarstki, którymi niebezpiecznie wymachiwała.
Hermiona szybko się wycofała, wiedząc, że muszą sobie wszystko wyjaśnić na osobności. Spojrzała porozumiewawczo w stronę chłopaka i wyszła. Ruda siedziała cicho z naburmuszoną miną.
 - Jesteś zazdrosna. – chciał się z nią podroczyć.
 - Wcale, że nie. Po prostu uważ…
Nie dokończyła, gdyż Harry zamknął jej usta pocałunkiem. Poczuła jak po plecach przechodzi ją dreszcz.  Całowali się długo, dopiero gdy usłyszeli głośnie :
 - YKHM, YKHM…
Hermiona stanęła w drzwiach.
 - Pora wysiadać. – oznajmiła.
Ci nawet nie zauważyli jak pociąg przystanął na stacji Hogsmade. Wstali, pośpiesznie wyładowali walizki i zanim się obejrzeli, siedzieli już w powozie jadącym pod zamek. Siedzieli razem z Luną i Nevillem, śmiejąc w najlepsze. W końcu dojechali do ogromnych drewnianych drzwi. Cała piątka wyskoczyła z wozu i skierowali się ku Wielkiej Sali. Sala była ozdobiona herbami domów nad każdym z czterech stołów, same one były ozdobione wysokimi świecami, palącymi się niebieskim płomykiem. Sufit jak to zwykle był zaczarowany tysiącami gwiazd oraz ogromnym księżycem. Harry, Hermiona, Ginny i Neville usiedli przy stole Gryffindoru, serdecznie powitani przez resztę, a Luna zajęła miejsce koło Krukonów. Gdy już wszyscy się zebrali McGonnagall jako dyrektor Hogwartu, wstała i wygłosiła jakże krótką, ale zarazem interesującą przemowę i przywołała do siebie przerażonych pierwszoroczniaków. Po odśpiewaniu hymnu szkoły  i przydzieleniu do domów przed starą Tiarę Przydziału, nareszcie zaczęła się uczta. Na każdym stole pojawiły się ogromne talerze z przeróżnymi potrawami: budyń wiśniowo-szpinakowy, galaretka morelowo- dyniowa, pieczone ziemniaki, zapiekanki z mięsem, oraz wiele, wiele innych. Harry był tak głodny że pochłonął trzy kawałki kurczaka, galaretkę egzotyczną i karmelową do tego udało mu się wsunąć pieczone ziemniaczki, a na koniec tort truskawkowo- dyniowy. Po jakże ciężkiej uczcie padł na łóżko w swoim dormitorium dzielonym z Nevillem, Deanem i  Seamusem. Dziwnie było bez Rona, a ten rok będzie najnudniejszym rokiem w Hogwarcie. Przebrał się w zwykłą koszulkę, nałożył jeansy, adidasy i pognał do pokoju Hermiony, i Ginny. Idąc po schodach prowadzących do dormitoriów dziewczyn, obawiał się czy i na niego nie naskoczą tak jak było z Ronem na piątym roku. Był już prawie na miejscu, gdy nagle zza drzwi wyłoniła się burza brązowych loków.
 - Nieładnie podglądać dziewczyny. – zaśmiała się Hermiona.
Harry o mało co nie dostał zawału, tak go wystraszyła.
 - Nudzi mi się. Pomyślałem, że wpa…
 - Jasne, wchodź. – przerwała mu i zaprosiła do środka.
Wybraniec wszedł do dormitorium przyjaciółki i rozejrzał się. Nigdy nie był w sypialni dziewczyn, więc zdziwił się, że ich pokój jest dwa razy większy, choć stało tam trzy łóżka. Ginny rozzłoszczona stała przy szafie i mamrotała coś : Jak mam pomieścić swoje ubrania, w takich kiszkach.
Od razu rozpromieniła się, gdy ujrzała swojego chłopaka.
 - Hermiono? Zrobisz mi miejsca w twojej komodzie ?- zapytała
 - Przecież masz całą szafe z półkami. – powiedziała z wyrzutem.
Harry podszedł do rudej i ją delikatnie pocałował w usta.
 - Nie ma problemu, żebyś zostawiła parę ubrań w moim prywatnym dormitorium.– szepnął do ucha.
Szybko się od niej odsunął, wiedząc że Hermionie na pewno robi się bardzo przykro. Ten rok musi przecierpieć bez Rona, na pewno będzie ciężko, bo związki na odległość są trudne. Przysiadł na łóżku nienagannie pościelonym, zapewne Granger.
 - Macie współlokatorkę ? – zerknął na trzecie łóżko, nieco w kącie.
Dziewczyny popatrzyły na siebie z niechęcią po czym Ginny odpowiedziała.
 - Tak. Nie wiem czy kojarzysz, to niejaka Rebeca Scott.
Harry błądził myślami, lecz żadnej Gryfonki o takim nazwisku nie spotkał. Spojrzał pytająco w stronę Hermiony.
 - Ona zawsze przebywała w towarzystwie Ślizgonek.
 - Ślizgonek ? – zdziwił się.
 - W Slytherinie ma brata. Dziwne, że rozdzielają rodzeństwa. – oparła brązowooka
 - No ale ci Ślizgoni… Nie przepadają za Gryfonami...
 - Oni mnie lubią. – przerwał jemu czyjś przesadnie słodki głos, od razu skojarzyła mu się Ubridge.
Zaśmiał się w myśli.
     W drzwiach łazienki stała blondynka, zapewne Rebecca. Była średniego wzrostu, z tego można by było wywnioskować, gdyby nie wysokie szpile, które założyła. Miała na sobie czerwoną, obcisłą sukienkę na ramiączkach. Ale co najbardziej rzucało się w oczy, to bardzo mocny odcień szminki na jej ustach i na powiekach gruba, czarna kreska. Spojrzała na Harry’ego, źrenice jej się powiększyły i w pośpiechu poprawiła blond loki. Uśmiechnęła się słodko, aż za przesadnie.
 - Och… niewiedziałam, że tu jest chłopak…-  żaświergotała, udając speszoną. – Ale chwila… Kto go tu wpuścił.
Ginny i Hermiona zignorowały ją.
 - Ale w sumie mi to nie przeszkadza. – zaśmiała się sztucznie. – Za pewne zdziwiłeś się czemu mnie lubią w Slytherinie. Odpowiedź jest taka, tylko przez moją nieuwagę dostałam się do Gryffindoru.
Harry uniosł brwi, nie był zainteresowany trajkotaniem blondynki.
 - Ale dobrze, że mój brat tam trafił – kontynuowała – bo nie zniosłabym towarzystwa Gryfonów. Żałuje tego, ale całe szczęście mój brat ma prywatne dormitorium i pozwala mi czasami u siebie przenocować. No ale tylko czasami, szkoda bo tak naprawdę wniosłabym się tam na cały rok. – westchnęła.
 - Aha. – rzekł krótko Wybraniec.
Wróciła do łazienki w podskokach i zatrzasnęła z hukiem drzwi.
 - Ale tapeciara. – mruknął.
 - Chyba jej się spodobałeś. – burknęła Ginny, wypakowując z kufra bluzki.
Harry tylko parsknął śmiechem.
   Kiedy blondynka w końcu opuściła dormitorium, atmosfera się rozluźniła. Hermiona opadła na fotel, a ruda przestała mamrotać, że Rebecca to świnia, i żeby nie próbowała się do Harry’ego zbliżać, bo jej wyrwie te nalakierowane kudły. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Brązowowłosa prawie w ogóle nie zabierał głosu, spoglądała na książki w swoim kufrze jeszcze nie wypakowane. Gdy zegar ścienny wybił północ, Wybraniec pożegnał się z dziewczynami i wrócił do swojego dormitorium. Dean, Neville i Seamus już spali. Ściągnął buty, jeansy i padł na łóżko, wyczerpany tym dniem.


sobota, 23 listopada 2013

Prolog


      Wiele tysięcy mil od Londynu, wiele tysięcy mil od peronu 9 i ¾.
Chociaż zwykli ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy, że takie wyjątkowe miejsce istnieje.                   Widzieli tylko starą ruderę. 
Żadne zło nie przebiło się przez bramy tego miejsca, strzeżone tysiącami zaklęć. 
Co roku zgromadzały się tam dzieci i młodzież, aby uczyć się magii. 
                                                              Hogwart.
    Tam wszystko było możliwe, jeśli się w to uwierzyło.
Wspaniałe klasy pełne przedziwnych urządzeń, mamrurowy dziedziniec szkoły, trzy ogromne pętle po obu stronach boiska do qudditcha, chatka  gajowego... 
Nie można sobie wyobazić innego miejsca przpełnionego magią. 
1 września na stacji w Hogsmeade zatrzymywał się "Hogwart Express" z tłumami roześmianych uczniów jak i przerażonych pierwszoroczniaków.
Zaprzężone w Testrale powozy, zawoziły uczniów pod ogromne, drewniane drzwi główne.
Długie schody wiodły do Wielkiej Sali na ucztę powitalną.
Cztery stoły.
Cztery domy.
Gryffindor, Huffelpuff, Ravenclaw, Slytherin.

                                                      ~~~~~~~~
                 Cześć wszystkim. :) Oto wstęp do mojej opowieści, która nie wiem dokładnie jak się potoczy.                     Wiem napewno, że takie pisanie sprawia mi radość. I będę pisać. 
                          Pozdrawiam . :** 
                  Katniss. ;>